Skip to content

Opowiem Ci, jak najlepsze pół roku mojego treningowego życia zostało przerwane jednym depresyjnym i pełnym rezygnacji momentem.


I mam nadzieję, że nigdy nie będziesz musiał tego przechodzić.
Jednocześnie wiem, że każdemu z nas przydarzy się płytki dołek, jak to śpiewał Hunter.
Dlatego chcę podzielić się tym, jak u mnie wyglądał proces wychodzenia z owego dołka.
Jeśli ten wpis pomoże Ci w jakikolwiek sposób w radzeniu sobie z kontuzją lub bólem,
będę miał poczucie, że moja frustracja i wkurwienie ostatnich miesięcy miała w sobie coś wartościowego.

Nakreślmy tło.
Ostatnie lata moich treningów miały spore wyrwy, głównie spowodowane kontuzjami lub chorobami.
A to naruszone żebra po sparingach, a to sezonowe choroby, których nie mogłem doleczyć całą zeszłą zimę. Regularność w gruzach.
W końcu w styczniu doszedłem do siebie. “Robię redukcję” pomyślałem.
Jak pomyślał tak zaczął. Mało tego, z treningami wstrzelił się w punkt.
Od stycznia do czerwca -14kg, widoczny progres.
Ba! Paradoksalnie przez cały ten czas siła trzymała się zadziwiająco.
Czułem się świetnie.
Dopięte treningi.
Gotowe plany na drugą połowę roku, po zakończeniu redukcji.
Nie pamiętam kiedy ostatni raz tak długo trzymałem passę dobrego humoru.

Wtedy poszedłem zrobić sobie szybką klateczkę kilka dni przed wyjazdem na wakacje.
Pierwsza seria robocza. W połowie ruchu, potężny skurcz po prawej stronie karku. Od ucha do barku. Później już tylko tępy ból.
Następnego dnia głównym problemem było zrobienie kawy. Ból nie pozwalał podnieść kubka.

“No to jak kurwa zwykle” – myśl, która towarzyszyła mi przez cały dzień.
Razem z nią panika. Nie czułem jeszcze takiego bólu, czy coś urwałem?
Zaraz mamy wyjazd, jak sobie poradzę przez tydzień skoro nie ruszam ręką.
A do tego wszystkiego złość. Złość na samego siebie. Nie dlatego, że coś sobie zrobiłem.
Ale dlatego, że do tej pory, gdy wszystko szło dobrze, byłem szczęśliwy i robiłem dalsze plany.
Wyrzut do siebie, że byłem głupi. Przecież powinienem założyć, że coś się spierdoli.

Nie piszę tego, żeby wyżebrać ekstra punkty współczucia, choć słyszałem, że działa.
Chcę podkreślić bagaż emocjonalny, który towarzyszy takim wypadkom.
W moim przypadku sam uraz nie był bardzo groźny, ale fakt, że kolejny raz, gdy w końcu szło dobrze coś się spieprzyło, doprowadzał mnie do szału.
I to jest pierwszy element wychodzenia z kontuzji, który chcę poruszyć.

KONTUZJA A STAN MENTALNY

Panika – Pierwsza franca, co Ci będzie we łbie mieszać.

Jak wspomniałem, to był rodzaj bólu, którego do tej pory jeszcze nie testowałem.
A boimy się tego, co nieznajome.
Skoro nie byłem w stanie od razu zidentyfikować natury bólu od razu, zgodnie z protokołem, przeszedłem do katastrofizacji.
Urwałem coś w stożku, trzeba będzie robić operację.
Jak będę funkcjonował przez kolejne miesiące? Nie będę mógł trenować.
Kurwa, z czego się utrzymam? Jak będę pracować z ręką w temblaku?
Trzyma się go na wysokości brody, jakbym chciał oprzeć się o regał albo stojak na sztangi.
Widziałem go, bo moja mama miała taką operację.
O Chryste… nie mogę mieć ręki w temblaku, przecież to prawa. JA PODCIERAM SIĘ PRAWĄ!

Oszczędzę Ci dalszą część tego strumienia świadomości, ale widzisz co tu się działo.
Mimowolny ciąg najgorszych scenariuszy, mój płytki dołek właśnie zaczął się pogłębiać.
Wtedy pojechaliśmy na wakacje. Ręka bolała. Ale delikatnie się uspokoiła. A z nią ja.

APATIA I MARAZM

To one wróciły ze mną z wakacji.
Wiem jaki jest protokół postępowania z urazami.

“Calm shit down, build shit back up” – Greg Lehman

Uspokajałem się więc. Nie trenowałem jakieś cztery tygodnie. Ręka odpoczywała, a czy ja mogłem robić całą resztę? Tak, ale nie chciałem nawet patrzeć na siłownię. Pozbycie się bólu i odzyskanie jakiejkolwiek chęci do treningu to były dwa oddzielne problemy.
Nawet gdy już zebrałem się do zrobienia czegokolwiek, jakiś drobny, niespodziewany ruch prowokował ból i zarazem gniew. Zmagałem się już tylko z tym, żeby nie pierdolnąć sztangą i nie pójść do domu. Bo po co mam tam być? Przecież zaraz co innego pierdolnie.
Jedynym, co trzymało mnie przy powrocie do jakiegokolwiek trenowania była świadomość, że jeśli tu czegoś nie zrobię, to popłynę w co innego i będzie tylko gorzej.
Wciąż, daleko było mi jeszcze do odczuwania jakiejkolwiek przyjemności z treningu.

Akceptacja i przegrupowanie

Głęboki wdech. Wiesz co masz robić. Przystosuj i wyskaluj elementy treningu, które prowokują ból. Trenuj wszystko inne normalnie.
Problem w tym, że część moich planów na koniec roku związana była z trójbojem. A właśnie odebrano mi bench press.
A ja po prostu nie potrafię trenować bez celu. Przynajmniej jakiegoś zarysu. Wtedy wiem, w którą stronę się poruszam.
Z pomocą przyszło bieganie. Po prawie rocznej przerwie buty dalej miałem. A to już coś.
No i ręki mi nie potrzeba.
Plan był następujący. Skupić się na drobnych celach w bieganiu i w tym samym czasie tłuc kulturystykę i rehab. Jeśli na siłowni zdarzył się gorszy dzień, przynajmniej po treningu biegowym mogłem powiedzieć, że zrobiłem coś produktywnego.

Kaizen

Teraz jesteśmy tu (ludzi tłum).
Po prostu trzeba realizować plan.
W momencie, gdy to piszę wyciskanie wróciło w 90-ciu procentach. Ból jest znikomy i kontrolowany.
Zakresy ruchu pozwalają normalnie funkcjonować, ale wymagają trochę pracy.
Wciąż czuję drobny ból w ruchach typu press. Mimo to, da się je wykonywać z rozsądną intensywnością, choć prawe ramie jest wyraźnie słabsze.
Drażnię tkanki na treningach, ale adekwatnie, by wspierać regenerację.

Jest dobrze. Do pełni możliwości jeszcze trochę. Najważniejsze, że mam w miejscu protokół działania i go realizuję.
Tu mogę powiedzieć Ci, że najtrudniejsze było go zacząć. No i by oprzeć się pokusie nadmiernego korygowania, gdy jakiś trening poszedł po prostu źle.

Wybacz ten przydługi wstęp do głównej części tego wpisu, która poruszy więcej praktycznych elementów.
Ale pomyślałem, że przedstawienie huśtawki emocji, przez którą przeszedłem będzie po prostu uczciwe. Mało tego, zdałem sobie sprawę, że to normalne. Nie wiem, czy zdrowe. Z pewnością ważne jest to, że to zauważyłem i zwracam też Twoją uwagę. Pomimo chaosu zareagowałem najlepiej jak potrafiłem. Ty też musisz. Bo nie ma innej opcji.

I to obwinianie się za czas, w którym szło dobrze. Gdy ta myśl mnie uderzyła wiedziałem, że muszę interweniować. Bo to była już krawędź naprawdę niebezpiecznej spirali.
A to tylko pobieżny uraz. Do rozwiązania w kilka miesięcy.

Trenuję kilka osób po operacjach. Niektóre po poważnych wypadkach. Niektóre zmagają się z chronicznym bólem, który od rana potrafi dyktować resztę dnia.
A mówiąc wprost, zapierdalają mocniej niż większość zdrowych trenujących. Oni nieświadomie trzymali mnie w ryzach. Z jednej strony, uczciwie mówiąc, wstyd przy Was narzekać na pierdoły. Z drugiej, pokazujcie ile można zrobić mimo przeciwności i jak bardzo trzeba doceniać fakt, że możemy robić to, co robimy.

I nie mam tu na myśli, by ignorować swoje emocje względem takich problemów, bo ktoś ma trudniej. Grunt, by tych przykładów użyć do pozytywnego porównania. Zbiorczego pokazania, że oni sobie radzą i Ty dasz radę.

Przypis 24.02.2026

Dwa tygodnie temu zdałem sobie sprawę z tego, że czegoś mi brakuje. Wypiłem kawę, pranie zrobione, w gierkę pograne, powiedziałem rano komuś, że chujowo coś robi na siłce. Niby dzień spełniony zawodowo i duchowo. Dopiero wieczorem dotarło do mnie, że nie czuję w ogóle mojego barku. Zero bólu. A z tym kolegą już się do siebie przyzwyczailiśmy przez ostatnie miesiące. Aż, prawię za nim tęsknię. Powiedziałbym, gdybym nie kłamał.
Proces zakończony, bencz press znów sprawia przyjemność.
Dziś akurat boli mnie co innego. Ale to inny uraz. Inna historia.

Spotkajmy się

Beyond Strenght - Bartek Szczerbik

Przestań odkładać swoje cele na później – zacznij działać już dziś i przekonaj się, jak wiele możesz osiągnąć z odpowiednim planem treningowym. W Beyond Strength łączymy indywidualne podejście z nowoczesnymi metodami, aby pomóc Ci zwiększyć siłę, wytrzymałość i pewność siebie. Niezależnie od tego, czy dopiero zaczynasz, czy trenujesz od lat – znajdziesz u nas wsparcie, motywację i profesjonalne wskazówki.

Wypełnij formularz i zarezerwuj swój pierwszy trening. Zadbaj o siebie, poczuj satysfakcję z progresu i zobacz, jak trening może stać się Twoim najlepszym nawykiem.