“To Be perfectly safe is to be perfectly dead”
- Alan Watts
Skoro ostatnio było trochę o urazach, rozprawmy się z jednym mitem, a właściwie to chwytem marketingowym. Przedstawianiem treningu jako remedium absolutnego na ból.
Hasła takie jak “nauczę Cię trenować bez bólu” rzucone bez kontekstu budują błędne przekonania wśród osób, które chcą zacząć trenować lub zmagają się z kontuzjami.
Czy twierdzę, że trening nie pomaga? Absolutnie nie. Mam na myśli to, że takie hasła puszczone w eter same sobie, bez konkretu, potrafią tworzyć w ludziach przekonanie, że każdy ból, zawsze, to coś abnormalnego i złego. Buduje to strach przed aktywnością, próbowaniem nowych rzeczy i co najważniejsze, zaakceptowaniem realiów trenowania ciężko.
Wiemy, że ból to złożone, wieloczynnikowe zjawisko.
Postawmy je więc w kilku kontekstach.
Ból kontuzji, poważnego urazu i ten spowodowany codziennym życiem.
Duh, raczej każdy chce się go pozbyć. I tu właśnie trening siłowy często lśni. Osoby z niespecyficznym bólem pleców zgłaszają zmniejszenie objawów często już po paru treningach. Trenujący po operacjach szybciej wracają do pełni sprawności. Wspólnym mianownikiem i celem jest możliwe komfortowe codzienne funkcjonowanie i podejmowanie kolejnych aktywności bez obaw.
Z pewnością siebie.
Tu musimy zadać jedno pytanie. Czy sam przebieg tego procesu był kompletnie bezbolesny?
Czy każdy trening to było machanie ciężarkiem z uśmiechem jak na stockowych zdjęciach?
Wątpię. To pierwszy przykład, że paradoksalnie ból może i pewnie będzie towarzyszyć Ci na drodze do sprawności.
Ból wyzwania
Czy sądzisz, że przebiegnięcie życiówki na 5k, testowanie maksa w ciągu lub jakiekolwiek inne wymagające od Ciebie zadanie fizyczne nie sprawi Ci bólu, przynajmniej dyskomfortu?
Zawodnicy bardzo często osiągają świetne wyniki, POMIMO tego jak czują się w danym momencie, rozumieją z czym wiąże się wyzwanie i potrafią to znieść. Nie chodzi o to, że prą w potencjalnie niebezpieczną stronę i ryzykują zdrowiem bezmyślnie.
Po prostu korzystanie z (i budowanie) maksymalnych możliwości naszego ciała, siły, wytrzymałości, szybkości ma niewiele wspólnego w komfortem.
Im szybciej znormalizujesz sobie ten fakt, tym łatwiej będzie przycisnąć się mocniej. Operując na najwyższym dla siebie poziomie musisz pogodzić się z pewnym stopniem ryzyka.
Ból w treningu
Dochodzimy do najważniejszej części, bo z nią będziemy zmagać się najczęściej (mam nadzieję). Dyskomfort i ból prozaicznego treningu. Jeśli nie wiesz o czym mówię, zamknij ten wpis, idź na siłownię i walnij serię leg extension do upadku.
Aha no i wróć doczytać resztę.
Zrobienie ciężkiej serii boli. Pogódź się z tym. Im szybciej to zrobisz, tym lepsze efekty zobaczysz.
No ale ten cały niuans.
Nie chodzi o to, by zawsze, gdy jesteś na siłowni się zarżnąć. Sztuka tkwi w świadomej analizie i uczeniu się rozpoznawania tej zwrotnej informacji od ciała. Z doświadczeniem będziesz poznawał kiedy czas skończyć serię, bo coś jest nie tak, a kiedy jest to ból po prostu spowodowany wysiłkiem i powinieneś jechać dalej. Nie tylko ciężary, ale i sprawność Twojej oceny pokazują jak zaawansowany jesteś.
Budowanie narracji wokół aktywności fizycznej powinno być bardziej precyzyjne i realistyczne.
Mając na uwadze powyższe. Jeśli komuś udało się pozbyć problemów bólowych poprzez trening to świetna wiadomość!
A co w sytuacji, gdy trenuje dalej i pojawia się jakiś inny ból lub ten stary nie ustępuje?
Jednak trening nie miał sensu?
Jak to sobie wytłumaczyć?
No właśnie, odpowiedź niestety nie jest prosta. Przyczyn może być wiele, mimo to, nie powinniśmy obrażać się na aktywność dlatego, że tym razem nas nie ochroniła w taki sposób jak to sobie wyobrażaliśmy.
Finalnie silne i sprawne osoby mają lepsze rokowania na poradzenie sobie z wszelkimi urazami.
Jeśli mimo bólu masz więcej sił by lepiej radzić sobie z codziennością, widzę pierwszy wartościowy benefit.
W końcu możemy odnieść się do tytułu. Sprawność nie oznacza życia bez bólu. Oznacza posiadanie wytrzymałości, siły i determinacji, by radzić sobie z tym, co niewątpliwie w końcu się nam przydarzy. Z tej czy innej przyczyny.
Do tej pory jestem zdziwiony jak często ludzie są zszokowani, gdy dowiadują się, że pewien dyskomfort na treningu jest normalny. A mniejsze i większe bolączki pojawią się niezależnie od tego co zrobimy.
Są zdziwieni realiami, no cóż, posiadania ciała.
Nikogo nie winię za posiadanie tego problemu. To lata tego typu narracji sprawiły, że przesunęliśmy szalę zbyt mocno.
Ironicznie, zadbaliśmy o siebie tak bardzo, że aż staliśmy się zbyt delikatni.
Jeśli czujesz obawy przed treningiem, to normalne. Tylko nie pozwól sobie zostać w tym miejscu. Co jakiś czas spróbuj zrobić coś trochę mocniej, trochę trudniej, aż powoli się z tym oswoisz. Budowanie tolerancji na taki stresor to jak budowanie nowej umiejętności.
Wiem, że dasz se rade.
